Wywiad w magazynie Storyous

Z twórcą Soup Culture Eugeniuszem Adintsovem rozmawialiśmy dwa lata temu, kiedy marka nie była jeszcze zbyt rozpoznawalna. Już wtedy imponował nam jego precyzyjny i śmiały plan rozwoju oraz potencjał tkwiący w koncepcji lokali Soup Culture. Byliśmy ciekawi rozwoju sytuacji. Ponownie spotkaliśmy się przed kilkoma dniami. Eugeniusz opowiedział o drodze, jaką Soup Culture przeszedł w tym czasie, wyzwaniach na jakie natrafił oraz w jaki sposób marka urosła od 1 do 20 lokali w tak krótkim czasie.

Rozmawialiśmy równe 2 lata temu, jakiś czas po otwarciu pierwszego lokalu Soup Culture w Warszawie. Co zmieniło się u Was od tego czasu?

W tym roku w czerwcu minie nam 3 lata, od kiedy Soup Culture pojawiło się w Polsce, a konkretnie w Warszawie. Obecnie mamy również punkty w 3 innych miastach: Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi, łącznie 5. Do całej sieci dołączyły również inne kraje – Słowacja, Białoruś, Czechy i Austria. Na świecie zupiarni Soup Culture możemy już naliczyć ponad 20.

Jak zmieniła się Wasza strategia rozwoju przez te lata?

Idee, z którymi zaczynaliśmy, czyli głównie zero waste opierające się na produkcji jadalnych kubeczków, kuchnia roślinna, wege, w zgodzie z naturą – pozostały niezmienne. Wraz z rozwojem naszego doświadczenia pojawiły się jednak nowe pomysły i modyfikacje, np. zamiast stałego, jednego zestawu zup, wprowadziliśmy zmienne tygodniowo menu i obecnie zawiera ono łącznie ponad 30 kompozycji. Poza zupami dodaliśmy też do oferty inne produkty, takie jak desery, napoje, kanapki.Większość nowo otwartych punktów, to lokale otwarte na zasadach franczyzy. Kiedy rozmawialiśmy 2 lata temu myśleliśmy o 100 punktach franczyzowych, liczba ta jednak wydaje się nie do osiągnięcia w planowanym okresie. Proces rozwoju sieci franczyzowej i dbałość o wysoką jakość oraz podążanie za trendami współczesnej gastronomii zajmuje dużo czasu i skupia wiele uwagi. To równoważy rozwój liczbowy. Skupiamy się na wartości, co do liczb – niebawem poczynimy nowe kalkulacje 🙂

Czy technicznie założenia (waszego projektu maszyna do wypiekania jadalnych kubeczków na zupy) w jakiś sposób się zmieniły?

To się nie zmieniło. Podstawą firmy jest innowacja w postaci jadalnych kubków na zupę. Co więcej – to my, w Polsce projektujemy i produkujemy maszyny dla całej międzynarodowej sieci.

Jako przedsiębiorcy – jak radzicie sobie z prowadzeniem biznesu?

Papierologii jest dużo i jest uciążliwa. Faktycznie lepiej zlecić działania księgowe specjalistom i nie odciągać się od sedna działań. Marketingowca/ PRowca mamy w swoim zespole, jednak wcześniej zlecaliśmy również te działania firmom zewnętrznym i doświadczenie pokazuje jaka to różnica. Podejście do klienta „hurtowo” a skupienie na jednej marce przynosi inne rezultaty. Dla nas to drugie okazuje się korzystniejsze.

Co przyniosło Wam największy sukces i zasięg medialny?

Największy sukces medialny jeszcze na nas czeka 🙂

Jak dajecie sobie radę z pracownikami, podobnie jak reszta branży odczuwacie kryzys z zatrudnianiem? Jak sobie z tym radzicie?

Tendencja zainteresowania pracą w gastronomii w Polsce faktycznie spada. Można wyróżnić dwie podstawowe grupy – specjalistów, restauratorów charakteryzujących się bardzo wysokimi kompetencjami lub osoby traktujące gastronomię jak pracę sezonową, tymczasową. Nam trudno wpasować się w ten trend ze względu na potrzeby kadrowe. A one skupiają się na sylwetkach osób zainteresowanych gastronomią, wyznających te same idee, które przyświecają firmie (zdrowe odżywianie, wegetarianizm, zero waste) i jednocześnie nie muszą one posiadać wygórowanych, gastronomicznych kwalifikacji. Przygotowujemy pracowników do współtworzenia Soup Culture od pierwszego dnia i liczymy na długoterminowe zaangażowanie. To jednak niełatwe do pogodzenia.

Kiedy zaczynaliście moda na eko już była widoczna w Warszawie, ale to co teraz obserwujemy to prawdziwy boom na weganizm i wegetarianizm. Wpisujecie się w niego idealnie. Jak oceniacie polski rynek pod tym kątem, jakie wyzwania nas jeszcze czekają i jak się to wszystko będzie rozwijać?

Obecna sytuacja wzrostu zainteresowania tematem wege i eko w żywieniu daje nadzieje na kwitnący rozwój tego kierunku. Podobnie coraz bardziej aktualny temat dotyczący ilości produkowanych w usługach odpadów i marnowania produktów. Odczuwamy w związku z tym, że Polska wchodzi na drogę, którą wybraliśmy dużo wcześniej, wyprzedzając trendy i nasze spotkania przynoszą nam coraz więcej satysfakcji. Soup Culture to nie tylko firma, to przede wszystkim wskazówka, aby zatrzymać się w biegu między fast foodami i zadbać o swoje zdrowie, nie niszcząc przy tym ekosystemu. Zaczynając od siebie, możemy mieć naprawdę ogromny wpływ na otaczający świat.

Jak oceniacie ostatnie 2 lata, które minęły od czasu waszego wejścia na rynek? Co było największym wyzwaniem, a co Was pozytywnie zaskoczyło?

Te dwa lata to okres porównywalny do szkoły i początków edukacji, zdaliśmy już chyba do kolejnej klasy 🙂 Największe wyzwanie to my sami, ludzie, którymi otaczamy się bezpośrednio. Docieramy do klientów i współpracujemy w międzynarodowym gronie, nieustannie stykamy się z opiniami, ocenami i innymi perspektywami tych samych sytuacji. Utrzymanie wysokiej jakości oferty przejawiającej się uznaniem odbiorców i efektywnej współpracy z całym zespołem to największy trud, ale przynoszący bardzo dużo nauki i satysfakcji. Soup Culture to ludzie i bez tego wyzwania po prostu nie byłoby nas.

Jakieś rady dla osób myślących o otwarciu gastronomii?

Sięgając do doświadczeń – jeśli ktoś myśli o franczyzie jako o gotowym produkcie, który nie wymaga poza inwestycją finansową wkładu „osobowego” i stałego poświęcenia, niech go ręka losu broni od franczyzy. I właściciele marki niech pod tym kątem dobierają swoich współpracowników. Nic tak nie osłabia franczyzy, jak pomylenie jej z automatyczną maszynką do produkcji pieniędzy.

Wywiad z 17. 02. 2019.
Redakcja: Kasia Czarska.
Link do wywiadu na stronie magazynu Storyous